sowa
european magazine - magazyn europejski - europäisches magazin
Stefan Kosiewski: Obywatelstwo a narodowość (Kochanowski, Orzechowski, Podolski, Klose i inni).
(94 downloads)Download this episode (10 min)
Lukas Podolski wbił Polsce gola a potem spuścił ciężką głowę i ze smutą twarzą uderzył się pięścią trzy razy w serce. Takim gestem wyrażają Polacy swój głęboki i prawdziwy żal: mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa.
Po meczu zamienił się z Lewandowskim na koszulki i pobiegł do sektoru, w którym pośród Polaków kibicował jego ojciec, uściskał się z nim, a widząc wokół szczery podziw dla wyczynu sportowca, szlachetność duszy i prawość charakteru tysięcy Polaków obecnych na stadionie w Klagenfurcie, nie widząc i nie słysząc skarg (die Klage - to skarga po polsku) na strzelenie przez siebie drużynie Polski dwóch bramek, wrócił na murawę z czystym sumieniem, żeby fetować w czerwonej koszulce zwycięstwo pośród sportowców w białych koszulkach z czarnym orłem.
Obywatelstwo Łukasza Podolskiego jest prywatną sprawą jego sumienia. Każdy, kto widział na początku meczu Mirosława Klozego w sytuacji sam na sam z bramkarzem Polski, kiedy to chyba dla każdego było jasne, że z jakiegoś powodu Klose sam nie chciał strzelać, więc podał do Gomeza, każdy ma tyle samo do powiedzenia: obywatelstwo Mirosława Klozego jest prywatną sprawą jego sumienia. Zaś to, kim są w głębi serca obaj ci wspaniali piłkarze, każdy wie, a kto nie wiedział, ten widział.
Nie wiadomo, gdzie miał w tym czasie oczy Orzechowski, były wiceminister szkolnictwa w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, bo zażądał nazajutrz po przegranej 0:2 od prezydenta Lecha Kaczyńskiego, by ten pozbawił obywatelstwa tych piłkarzy, którzy grali dobrze, a nie zażądał odebrania obywatelstwa Rogerowi Guerro. Nawet orderu nie zażądał z powrotem, który trener Leo Beenhakker (Lew Benjamin Hacker?) otrzymał od prezydenta á conto.
Obywatelstwo człowieka jest sprawą sumienia, indywidualną, subiektywną, należy do kategorii praw. Z definicji taki na przykład emigrant polityczny nie może nigdy przyjąć obcego obywatelstwa bez obawy narażenia się na utratę autorytetu politycznego człowieka mającego niezbywalne prawo powrotu do Ojczyzny, żeby usunąć z niej nierząd.
Prawo zaś to paragrafy i prawnicy, hermetyczny język, bardziej zamknięta w Polsce kasta, niż MSZ, korporacja Gieremka, jak to określił kiedyś prezydent Lech Kaczyński. Obiektywnie istniejąca rzeczywistość, nieznośna dla Polaków w najwyższym stopniu, uciążliwa jak strupy z tyłu na spodniach, zagnojona, śmierdliwa jak francuska choroba. Taki mówiąc szczerze: wrzód na dupie, który każdy Judym, nie będący nawet chirurgiem na emigracji politycznej, chciałby zaraz przeciąć, żeby oczyścić organizm Narodu Polskiego z zepsutej, starej krwi, braci Michnika w społecznej służbie bezpieczeństwa.
Dlatego Polaków nie dziwi, że Janusz Kochanowski nie chce, żeby w Polsce weszło w życie prawo, które będzie umożliwialo obywatelom polskim poznanie narodowości drugich obywateli, podających się za ich obrońców, występujących w togach. Janusz Kochanowski występuje w Polsce za Rzecznika Praw Obywatelskich i dobrze wie, w odróżnieniu od Orzechowskiego, co to jest Solidarność Narodowa Polaków, zademonstrowana na stadionie w Klagenfurcie przez Łukasza Podolskiego w obliczu Ojczyzny, w stosunku do ojca i wujka, obecnej na stadionie rodziny, okazana przez Polski Sektor solidaryzujący się z radością i miłością Łukasza do Ojca.
Janusz Kochanowski dobrze także wie, co to jest antypolska solidarność narodowa brata Michnika i Wolińskiej, antypolska solidarność narodowa przeróżnych korporacji w Polsce, w togch i nie w togach, którą należy wreszcie kiedyś przeciąć ustawowo, jeżeli nie chce się w Polsce rewolucyjnych przemian.
Janus to rzymski bóg, który ma dwa oblicza, taki jest też źródłosłów imienia Janusz, które nosi Kochanowski, doktor nauk. Jan Kochanowski zaś to był Polak, poeta na dworze Króla, pisał wiersze i fraszki, był bratem Piotra, który przetłumaczył "Jeruzalem wyzwoloną" Torquatto Tasso i "Grę w szachy" Vidy. Obie lektury należy przeczytać, a nie tylko znać, jeżeli chce się mieć w Polsce władzę nad umysłami Polaków.
Czy zapomniał wół, jak żydokomunistyczna władza utrzymywała w Polsce do lat siedemdziesiątych w przeróżnych formularzach pozycję: Narodowość? Czy nie było to w celach asymilacyjnych, by skłaniać ku polskiemu ludzi, którzy nie wyjawiali, czemuż to latem, w największy gorąc spacerują po ulicach w filcowych kapeluszach i przesiadują w nakryciach głowy w kawiarniach?
Narodowość jest sprawą obiektywną, której nie mógłby nawet zafałszować Urban, rzecznik wojskowej junty Jaruzelskiego. W żadnym innym kraju świata nie ukrywa żaden rzecznik spraw oczywistych, bo by go za to pozbyto się na zbity bruk. Nawet w ojczyźnie żydokomuny każdy obywatel miał
jeszcze w latach osiemdziesiątych w paszporcie narodowość; wpisywano w tej rubryce po prostu to, kim człowiek był: Jewrej, albo Polak.
Janusz Kochanowski uważa, że "Pytanie o narodowość przekracza jednak standard niezbędności, wynikający z zasad demokratycznego państwa prawnego". Absolutnie nie ma on racji i nie miejsce tu, żeby polemizować z Kochanowskim o imieniu mającym źródłosłów w imieniu pogańskiego boga o dwóch obliczach. W demokratycznym państwie prawa rzeczywistość ma jedną twarz: demokratycznie wybrani obywatele decydują o literze prawa, oni to prawo stanowią. Nie może obywatelom narzucać prawa i standardów niezbędności, czy obiektywności subiektywizm rzecznika, który jest nikim innym , jak tylko zwykłym urzędnikiem państwowym.
Wracając natomiast do Orzechowskiego, który przedstawia się jako Przewodniczący Kongresu Ligi Polskich Rodzin i zakładając, że w tej Lidze Orzechowskiego idzie nie tylko o dyskusje dla sportu, lecz także o Rodziny Narodowości Polskiej, nie zaś o rodziny wyłącznie obywatelstwa polskiego, którym to obywatelstwem Orzechowski zaprzątnął głowie państwa polskiego głowę, to chyba lepiej by było dla Polaków i przyszłości politycznej Orzechowskiego, Masina i paru ich Kolegów, żeby sprawy obywatelstwa pozostawili Mazowieckiemu i Frasyniukowi a sami zajęli się służbą dla Narodu Polskiego.
Dla każdego bowiem Polaka było i jest tak samo jasne jak i bezsporne to, że Irena Kirszensztajn, Kubica, Małysz, Szurkowski i Robert Guerro dawali i dają z siebie wszystko, co tylko mogą dla Polski, czy to w sprawach podatkowych, czy w barwach narodowych, czy BMW Sauber F1. Sauber to to polsku: czysty.
Z Frankfurtu nad Menem mówił
Stefan Kosiewski
http://pkn.blox.pl
Posted by sowa at 4:11 PM | MAKE A COMMENT
My Profile
sowa
Frankfurt am Main
View my complete profile
Links
Recent Posts
Tekla Stańczyk: Polityka Narodowa Miesięcznik społeczno-polityczny poświęcony sprawom narodu Nr 1 Stefan Kosiewski: Tratwa Meduzy, czy statek szaleńców w drodze do posady w Brukseli? Petycja fałszywych obrońców Wałęsy. Stefan KOSIEWSKI: Czy Rząd w Warszawie chce zachowania dla Kultury Polskiej Muzeum w Rapperswilu? Stefan Kosiewski: O przekazywaniu polskich szpitali w zagraniczne ręce. Stefan Kosiewski do Krzysztofa Pytla: ONI mają FAJNY KRAJ Magda Hanß do Stanisława Tymińskiego: O, Termosie! Donat LUSK: Pogadanka dydaktyczno-religijna nie tylko dla burmistrzaArchives
Nov 2008 Oct 2008 Sep 2008 Aug 2008 Jul 2008 Jun 2008 May 2008 Apr 2008 Mar 2008 Feb 2008 Jan 2008 Dec 2007 Nov 2007 Oct 2007 Sep 2007 Aug 2007 Jul 2007 Jun 2007 May 2007 Apr 2007 Mar 2007 Feb 2007 Jan 2007 Nov 2006 Sep 2006 Aug 2006 Jul 2006 Jun 2006 May 2006 Apr 2006 Mar 2006 Feb 2006 Jan 2006 Dec 2005 Nov 2005 Oct 2005 Jan 2005www.flickr.com
|




